Pamiętam to jak wczoraj. Sparaliżowany bólem rozwodu, wpływem, jaki miał na moich dwóch małych synów, niepewnością bycia singlem i randkowania po czterdziestce – byłem w emocjonalnym dołku, a moje wewnętrzne osądy były podkręcone do 10. Wtedy właśnie trafiłem na wykład na temat czegoś, co nazywało się Porozumienie Bez Przemocy (NVC). Był rok 2016.
Przenieśmy się do dziś. Jestem na rodzinnym wydarzeniu w otoczeniu mojej nowej partnerki, jej córki – mojej dodatkowej córki – moich synów, ich mamy i partnerki ich mamy, delektując się poczuciem harmonii, miłości, szacunku, spokoju i szczęścia. To założenie rodziny przypisuję w dużej mierze mojemu przyjęciu NVC, najpierw jako zestawu umiejętności, a ostatecznie jako świadomości, która towarzyszyła mi przez całą tę podróż.
Pracując z młodymi mężczyznami w poprawczakach, byłem świadkiem znajomego wołania o wsparcie, bardzo podobnego do tego, którego doświadczyłem – bycia widzianym i usłyszanym w świecie, który często wzmacnia historię o bezwartościowości. Pewnego dnia nastolatek spojrzał na mnie i cicho powiedział: „Proszę pana, większość z nas jest tu z powodu problemów z gniewem”. Jego szczerość to coś, z czym często się spotykam – nie tylko w kontekście gniewu, ale w całym kalejdoskopie ludzkich ekspresji. I choć może być zamknięty, chwile, w których zachęcam młodych ludzi do nazywania tego, co czują, i zgadywania potrzeb, na które te uczucia wskazują, dają poczucie wolności.
Moja praca jako trenera Porozumienia Bez Przemocy Pokoju (NVC) polega na podtrzymywaniu ciekawości – ciągłym uczeniu się, jak kompas współczucia może prowadzić ludzi ku jasności i więzi, z samym sobą i z otaczającymi ich ludźmi. To właśnie nazywam momentem olśnienia. Nie przekreśla on wyzwania, jakim jest uwięzienie, ani wyborów, które mogły ich tam zaprowadzić. Ale oferuje klucz: regenerujący sposób rozmowy ze sobą i z innymi, nawet w środku burzy.
Z czasem zauważyłem, że te dwie części mojego życia mówią mi to samo. Budowanie patchworkowej rodziny nauczyło mnie, jak wiele można naprawić, gdy mężczyzna jest gotów szczerze powiedzieć o tym, co czuje i czego potrzebuje – i jak rzadko się zdarza, by ktokolwiek uczył mężczyzn tego. Młodzi mężczyźni na korytarzach pokazywali mi drugą stronę tej samej historii: chłopcy, którym nigdy nie dano języka, wyrastają na mężczyzn, którzy będą nosić tę ciszę do końca życia, chyba że ktoś ją przerwie. Ja byłem jednym z nich. Znałem cenę ciszy z pierwszej ręki i teraz wiedziałem, że istnieje sposób, by się z niej wyrwać.
Dlatego stworzyłem społeczność internetową specjalnie dla mężczyzn zmęczonych udawaniem – mężczyzn zmagających się z wiekiem średnim, samotnością, rozwodem, ojcostwem i cichym bólem odłączenia, który wielu, tak jak ja, nauczono ignorować. Społeczność istnieje, by dać mężczyznom to, czego wielu nigdy nie otrzymało: miejsce, w którym mogą nauczyć się tego języka, praktykować go wśród innych mężczyzn i odkryć, że wrażliwość nie jest przeciwieństwem siły, ale jej początkiem.
Moim większym pragnieniem jest współtworzenie społeczeństwa ludzi znających tę technologię serca – ludzi, którzy wiedzą, jak być z tym, co żywe w nich samych, a zatem wiedzą, jak być z tym w swoich partnerach, dzieciach, przyjaciołach i społecznościach. Wierzę, że kiedy mężczyźni uczą się mówić poprzez uczucia i potrzeby, tłumacząc to, co jawi się jako strach i zbroja, to nie pozostaje to w nich zamknięte. Rozprzestrzenia się na zewnątrz. Zmienia sposób, w jaki wychowują dzieci, jak tworzą partnerów, jak przewodzą, jak przeżywają żałobę i jak się odradzają. Dla mnie w ten sposób buduje się lepszy świat – nie wszystko naraz, ale jedna osoba na raz, jedna szczera rozmowa na raz.
Mój asesor, Jim Manske, powiedział kiedyś: „Empatia to po prostu bycie z tym, co jest”. To coś, do czego nauczyłem się nawiązywać – celebrować to, co działa w moim życiu, opłakiwać to, co nie działa, i szanować wszystko pomiędzy. To jest praca, którą spędzę resztę mojego życia, dzieląc się nią z moją rodziną, z chłopcami na korytarzach, z mężczyznami ze społeczności i z każdym, kto będzie chciał wrócić do domu, do siebie.