Jak się to wszystko zaczęło: 40 osób z wielu krajów i kontynentów zebrało się w domu seminaryjnym położonym głęboko w lesie na wzgórzu w Słowenii i usiadło w parach naprzeciwko siebie.
Wielu jest zmęczonych, niespokojnych, zdenerwowanych: „W co ja się wpakowałem?” – zdają się zadawać sobie pytanie o 7:00 rano. Ja, Jürgen Engel, jestem jednym z nich. Dwaj Robertowie, dwaj nauczyciele, którym całkowicie ufam, spełnili swoje życiowe marzenie: tydzień, w którym wszystko może się wydarzyć. Przestrzeń, w której wszystko, co się pojawia, ma swoje miejsce, a życie w nas może rozkwitnąć w pełni swojego piękna i intensywności.
Przeżyłam setki dni warsztatowych i dziesiątki rekolekcji, więc co mogłoby być nowego? Co mogłoby mnie zainspirować lub zaskoczyć?
A jednak: to, czego doświadczę w tym tygodniu, przekracza moje najśmielsze oczekiwania i uświadamiam sobie: TO jest to, co chcę przynieść światu!